wtorek, 16 grudnia 2014

Amatorski Turniej Samochodowy

Motosport jest jedną z najdroższych jeśli nie najdroższą rywalizacją sportową. Koszty sprzętu, treningów, startów czy awarii są wielokrotnie wyższe niż w większości innych dyscyplin. Nawet amatorski start pojazdem większym niż wózek kartingowy wiąże się z dużym ryzykiem wysokich kosztów. Jest jednak od tej reguły wyjątek.

W województwie łódzkim propagowaniem motosportu poza tradycyjnymi automobilklubami zajmuje się również Bractwo Rajdowe. Miałem ostatnio okazje osobiście uczestniczyć w organizowanych przez nich zawodach. Była to kolejna runda Amatorskiego Turnieju Samochodowego organizowanego w Głownie, na terenie prywatnym . Dużym atutem tej imprezy jest możliwość startu samochodem organizatora.
Zawody rozpoczynają się zazwyczaj w soboty późnym rankiem. Ponieważ byłem tam pierwszy raz zostałem zaznajomiony z kilkoma zasadami- tych zakrętów nie ciąć, w trakcie przejazdu obowiązkowy kask (można brać od organizatora) a samochodem się nie przejmować. Następnie przeszedłem do zapoznania z trasą. Składała się ona z prostej startowej, następnie sekcji zakrętów, kolejno duża i mała pętla po których wracamy w przeciwnym kierunku kolejno zakrętami oraz prostą do mety typu start-stop. Czas mierzony jest fotokomórką.
Widok na małą pętle
Ciekawym elementem było również przygotowanie "rajdówek" do startu. Jak można się domyśleć nie są one ulgowo traktowane prze zawodników, w związku z czym ich uruchomienie wymagało trochę pracy. Pozwoliło to jednak zapoznać się wstępnie z samochodem. Do dyspozycji były Hyundai Accent oraz Suzuki Alto. Gdy wszystko było gotowe przystąpiliśmy do części formalnej czyli zapisów. Każdy kierowca deklarował ilość przejazdów oraz samochód. Do wyboru były auta należące do Bractwa (15zł za przejazd) lub własne (10zł).
Ponieważ przyjechałem jako pierwszy przypadł mi w udziale zaszczyt otwierania trasy. Całe szczęście, że jechałem na początku, gdyż było bardzo mokro i z każdym przejazdem stan nawierzchni się pogarszał. Przejazdy lepszych kierowców trwały średnio półtorej minuty, czyli tyle ile dobra próba KZK. Trasa była bardzo fajna, kręta, miejscami wąska, częściowo szutrowa a częściowo betonowa. Jeden z zawodników wykorzystał turniej do testowania opon na KJS który miał odbyć się następnego dnia. W tamtych warunkach pokonał tą krótką trasę na oponach zimowych 10s szybciej niż na letnich. Ogromna różnica. Wyniki możemy na bieżąco porównywać z innymi zawodnikami a te ostateczne i oficjalne pojawiają się zazwyczaj w poniedziałki na stronie bractwa.
Rywalizacja tak mnie wciągnęła, że dokupiłem trzeci przejazd aby jeszcze "wyśrubować" swój czas. Niestety na jednym z zakrętów wyszły braki w mojej technice i samochód wpadł w poślizg podsterowny. Błotna nawierzchnia oraz mało miejsca po bokach nie dały mi dużego pola do manewru. Jadąc wprost na hałdę żwiru postanowiłem więc (zgodnie z zasadą, żeby się samochodem nie przejmować) uderzyć w przeszkodę czołowo- czyli tak jak do wypadku samochody są najlepiej przystosowane. Ponieważ prędkość była nieduża Suzuki zniósł to dzielnie i od razu udało mi się wycofać a następnie wrócić na trasę.
Tak wyglądało Suzuki tuż po moim dzwonie (a może tuż przed?)
Impreza oczywiście na plus, polecam ją z czystym sumieniem. Można poznać innych amatorów motosportu, podszkolić technikę, dowiedzieć się ciekawych rzeczy ale przede wszystkim się dobrze bawić. Czy Wy też nie macie czasem ochoty wcisnąć gaz do dechy i wejść ostro w zakręt? 


5 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze, że są takie rajdy, czasem więcej emocji niż na profesjonalnych zawodach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie bym wpadł tylko trochę mi szkoda mojego autka :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj uważnie. Na ATS za 15 zł startujesz samochodem organizatora :)

      Usuń
  3. Takie rajdy maja swój urok i klimat :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wow, popieram takie inicjatywy, fajnie jest się pościągać z innymi w kontrolowanych warunkach ;)

    OdpowiedzUsuń